poniedziałek, 20 lipca 2015

Rozdział 3

Rozdział 3
~~**~~
Naruto

          I po cholerę ja się na ten spacer wybrałem? Jest w luj zimno i mocno wieje, jednak usiadłem na ławce, włączyłem słuchawki i włożyłem ręce w kieszenie. Nie obchodzą mnie lekcje, tylko to jak odzyskać utraconą przyjaźń. Fakt jestem ogromnie zazdrosny o jego zażyłość z Nico. Doskonale wiem, że znaczy dla mnie coś więcej niż przyjaciel. Gdybym wtedy tylko nie interesował się takimi bzdetami jak dziewczyny, może wciąż byśmy byli 'razem' Może. Tak, Sasuke potrafi czasem być naprawdę irytujący, bez uczuć i zimny, lecz zawsze potrafił podnieść mnie na duchu, gdy czułem się źle. Zwyczajnie przy mnie był.Ale pamiętam ten dzień. Pierwsza klasa, dopiero rozpoczęty rok szkolny, a nasze związki już wtedy powoli się zamieniały się w cienką nić. Idąc na zajęcia z trenerem Hedgem, przechodziłem przez jedno z nielicznych miejsc, które były ciche. Wiem, że wtedy byłem zupełnym tego przeciwieństwem, ale coś ciągnęło mnie do tej zieleni traw, szumu drzew i najzwyczajniej świętego spokoju. Wtedy jednak ktoś tam był. Czarnowłosy chłopak siedział na ławeczce i cicho łkał. Usiadłem za murkiem, żeby mnie nie zobaczył, a ja go świetnie słyszał. W kółko Sasuke powtarzał to samo pytanie. "Czemu, akurat ja zawsze muszę być sam?" To bolało. Przyjaźniliśmy się, więc nie był sam. Ale wmawiał to sobie tak długo, że aż w to uwierzył. Lecz po momencie dodał: Przynajmniej mam przyjaciela, który jest ze mną. Naruto, dziękuję ci.Ale opuściłem go. Wtedy kiedy najbardziej mnie potrzebował, odszedłem. Bezbarwna ciecz zaczęła spływać po moich polikach. Nie zakryłem twarzy rękoma. Nie zrobiłem zupełnie nic. Pozwoliłem, żeby łzy bezkarnie lały się po mojej twarz. Nie wstydziłem się płakania. Wstydziłem się tego, w jaki sposób potraktowałem najbliższą mi osobę.

~~**~~
Nico

          -Czy moje życie musi być naprawdę aż takie do kitu? - jęczałem.
-Nie przesadzaj - powiedział Sasuke znad szkicownika.
-Jak mam nie przesadzać? Czuję się jak w wariatkowie. Owinięty pierdyliardoma kocami jakby mi było zimno! Kręcą się tu ciągle nienormalni ludzie, bez wyjątków ... - dodałem cicho, a czarnowłosy podniósł brew.
-Słyszałem to di Angelo.
Tylko przewróciłem oczami.
-Mogę już sobie iść?! - krzyknąłem w nadziei.
-Ani mi się waż kochanieńki, jeszcze cię czeka gips na miesiąc.
Kopara mi opadła.
-Na miesiąc?! Przecież to tylko skręcenie!
Nie odpowiedziała, tylko zabrała mnie na jego założenie.
          -Tylko tym razem mi się nie wywal - powiedział onyksooki.
-Nananananana, nananananana, gadaj zdrów, tym razem to się już tak nie skończy.
-Zdajesz sobie sprawę, że idziemy na eliksiry z Gryfonami?
-Jeszcze mi Snape do szczęścia potrzebny - mruknąłem.    
Jednak, moje życie nadaje się na śmietnik. Znowu miałem przywitać się z podłogą. Szykowałem się na zderzenie, ale zamiast tego, poczułem ciepłe ręce oplatające moją talię. Z miejsca poczułem, jak krew zaczyna mi pędzić do polików. Tak idioto, zacznij się jeszcze rumienić.
-Tak, nie zaliczysz jeszcze gleby - powiedział.
-Możemy za to już iść na wyrok śmierci?
-Jak sobie życzysz - puścił mnie i poszedł.
-Nie, Sasuke zaczekaj! - darłem się jak nieopamiętany.
Zamiast odpowiedzi zostałem szczery uśmiech.
-Więc jednak potrzebujesz towarzysza?
Przez resztę drogi nie odzywaliśmy się, tylko chwytaliśmy zdziwione spojrzenia innych uczniów. I po co komu przerwa? Tylko masa ludzi nad litującym się nad taką ciotą jak ja. Kiedy wreszcie mogliśmy wejść do klasy, jeszcze bardziej żałowałem, że tak bardzo chciałem iść tutaj.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Ponownie żegnam takim pięknym akcentem XD
~~~~~~~~~~

~~~~~~~~~~


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz