poniedziałek, 20 lipca 2015

Rozdział 4

Rozdział 4

~~**~~
Sasuke

          Znowu cisza, zniszczona ławeczka, cichy śpiew drzew i tylko to wspomnienie. Dziękuję ci, Naruto. Dokładnie cztery lata temu to samo miejsce i ta sama osoba. Nie oszukasz Uchihy, Uzumaki. Wiedziałem, że tam byłeś i mnie słuchałem. Żeby wszystko wróciło do normy, żebyś Ty do mnie wrócił. Gdybym tylko nie oddalał się tak od Ciebie, wtedy. Teraz nawet na korytarzu nie spojrzymy na siebie, jakbyśmy się siebie nie znali. Właśnie, MY. To za bardzo boli.

~~**~~
Percy

          Żeby ten dupek wiedział tylko co do niego czuję. Przewróciłem się na drugi bok. Ludzie, jakim ja jestem leniem. Wiercę się w łóżku od godziny i nie mogę wstać. Jednym zdecydowanym ruchem ściągnąłem kołdrę z siebie, i ruszyłem do łazienki. Ubrałem się i zapominając o śniadaniu poszedłem na błonia. Ranny wiatr obudził mnie do reszty. Powoli krocząc przy tafli wody spojrzałem przed siebie i dostrzegłem Ann. Od dawna już jej nie kocham, ale zerwać też nie potrafię. Więc jak najsprawniej próbowałem przejść obok niej, co się niestety nie udało.
-Percy, musimy porozmawiać - powiedziała cicho.
Odwróciłem się i dotknąłem jej twarzy rękę, na co odwróciła wzrok i ją delikatnie zdjęła.
-Ja już tak nie potrafię. To mnie męczy. Przepraszam cię. Zrywam z tobą.
Pocałowała mnie zszokowanego w policzek i powiedziała.
-Żegnaj, Percy.
I odeszła. Jej niebieskie szaty powiewały, a ja nie mogłem ustalić faktów. Nareszcie koniec.

~~**~~
Jason

          -Hej, Sakura - powiedziałem różowłosej, którą spotkałem na stołówce.
-Cześć Jason, czy nie widziałeś przypadkiem Nico? Nie wiem gdzie się podziewa, a miał iśc na kontrole.
-Chodzi o jego kostkę, tak?
-Tak, a znając jego niczego nie zrobił, więc nie daje mi wyboru.
-Nie, nie widziałem go. Ale możesz zapytać Sasuke , przecież spędzają ze sobą tak dużo czasu.
-Wielkie dzięki - wybiegła z sali
Właśnie, spędzają ze sobą tak dużo czasu. Już nie rozczulając się nad sobą, zabrałem się za dalsze pałaszowanie jedzenia. Kątem oka dostrzegłem warkoczyk i piórko. Nawet nie odwróciłem głowy, bo oczy zaczynały mnie piec. Jason, nie rozrycz się przy wszystkich, bo Piper z tobą zerwała. Po prostu starałem się nie zwracał na nią uwagi. Tym razem się udało. Jak najszybciej wyszedłem z sali, starając się o tym nie myśleć. Kiedy dochodziłem powoli do schodów [tak, to tutaj Nico miał wypadek] patrzyłem na podłogę, co było złym pomysłem. Po chwili leżałem na plecach widząc tylko twarz Kakashiego. W moment się porządnie zarumieniliśmy, a on ze mnie zlał.
-Przepraszam, powinienem patrzeć przed siebie.
-Nic się nie stało.

~~**~~
Naruto

          Siedząc w dormitorium, widziałem tylko drugoklasistów i wychodzącego Kakashiego. Po minucie dosiadła się do mnie Hermiona, która chyba jako jedyna wiedziała, co znaczy dla mnie Uchiha. Wygadałem jej się w trzeciej klasie, ale o tym innym razem. Widać moją zamyśloną minę zapytała:
-Naruto, chyba nie zamierzasz tego zrobić?
-Ale czego?
Tylko przewróciła oczami i zabrała się za lekturę.
-I tak nie mam nic do stracenia - odparłem.
-Czyli jednak? Jednak to zrobisz?
-Oj no już, tak chcę to zrobić. Już nie wytrzymuje.
-No to na co czekasz kretynie?! - wrzasnęła waląc nie książką po łbie.
-Już! Dobra, idę! - powiedziałem wychodząc i  masując obolałe miejsce.
Po drodze do Wieży Ślizgonów spotkałem czerwonego Jasona.
-Miałeś spotkanie z przeznaczeniem? - zapytałem.
-Zamknij się.
-Widziałeś gdzieś Sasuke?
Zastanowił się na chwilę.
-Chyba poszedł do tego swojego 'azylu', na tą ławkę i drzewa.
-Dzięki.
Zdziwiłem się, bo myślałem, że wszyscy zapomnieli o tym miejscu. Najwyraźniej nie. Idąc zobaczyłem Hatake, który też był zburaczony.
-Stary, nie mów mi, że się całowałeś z Gracem.
-Palant.
-A może jednak?
-Przestań kłapać dziobem ty odwłoku antylopy! - i poszedł sobie.
Kiedy dotarłem do mojego celu, rzeczywiście ktoś tam siedział. To nie był ktoś. To był Uchiha.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Robi się gorąco!

~~~~~~~~~~
~~~~~~~~~~

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

          

Rozdział 3

Rozdział 3
~~**~~
Naruto

          I po cholerę ja się na ten spacer wybrałem? Jest w luj zimno i mocno wieje, jednak usiadłem na ławce, włączyłem słuchawki i włożyłem ręce w kieszenie. Nie obchodzą mnie lekcje, tylko to jak odzyskać utraconą przyjaźń. Fakt jestem ogromnie zazdrosny o jego zażyłość z Nico. Doskonale wiem, że znaczy dla mnie coś więcej niż przyjaciel. Gdybym wtedy tylko nie interesował się takimi bzdetami jak dziewczyny, może wciąż byśmy byli 'razem' Może. Tak, Sasuke potrafi czasem być naprawdę irytujący, bez uczuć i zimny, lecz zawsze potrafił podnieść mnie na duchu, gdy czułem się źle. Zwyczajnie przy mnie był.Ale pamiętam ten dzień. Pierwsza klasa, dopiero rozpoczęty rok szkolny, a nasze związki już wtedy powoli się zamieniały się w cienką nić. Idąc na zajęcia z trenerem Hedgem, przechodziłem przez jedno z nielicznych miejsc, które były ciche. Wiem, że wtedy byłem zupełnym tego przeciwieństwem, ale coś ciągnęło mnie do tej zieleni traw, szumu drzew i najzwyczajniej świętego spokoju. Wtedy jednak ktoś tam był. Czarnowłosy chłopak siedział na ławeczce i cicho łkał. Usiadłem za murkiem, żeby mnie nie zobaczył, a ja go świetnie słyszał. W kółko Sasuke powtarzał to samo pytanie. "Czemu, akurat ja zawsze muszę być sam?" To bolało. Przyjaźniliśmy się, więc nie był sam. Ale wmawiał to sobie tak długo, że aż w to uwierzył. Lecz po momencie dodał: Przynajmniej mam przyjaciela, który jest ze mną. Naruto, dziękuję ci.Ale opuściłem go. Wtedy kiedy najbardziej mnie potrzebował, odszedłem. Bezbarwna ciecz zaczęła spływać po moich polikach. Nie zakryłem twarzy rękoma. Nie zrobiłem zupełnie nic. Pozwoliłem, żeby łzy bezkarnie lały się po mojej twarz. Nie wstydziłem się płakania. Wstydziłem się tego, w jaki sposób potraktowałem najbliższą mi osobę.

~~**~~
Nico

          -Czy moje życie musi być naprawdę aż takie do kitu? - jęczałem.
-Nie przesadzaj - powiedział Sasuke znad szkicownika.
-Jak mam nie przesadzać? Czuję się jak w wariatkowie. Owinięty pierdyliardoma kocami jakby mi było zimno! Kręcą się tu ciągle nienormalni ludzie, bez wyjątków ... - dodałem cicho, a czarnowłosy podniósł brew.
-Słyszałem to di Angelo.
Tylko przewróciłem oczami.
-Mogę już sobie iść?! - krzyknąłem w nadziei.
-Ani mi się waż kochanieńki, jeszcze cię czeka gips na miesiąc.
Kopara mi opadła.
-Na miesiąc?! Przecież to tylko skręcenie!
Nie odpowiedziała, tylko zabrała mnie na jego założenie.
          -Tylko tym razem mi się nie wywal - powiedział onyksooki.
-Nananananana, nananananana, gadaj zdrów, tym razem to się już tak nie skończy.
-Zdajesz sobie sprawę, że idziemy na eliksiry z Gryfonami?
-Jeszcze mi Snape do szczęścia potrzebny - mruknąłem.    
Jednak, moje życie nadaje się na śmietnik. Znowu miałem przywitać się z podłogą. Szykowałem się na zderzenie, ale zamiast tego, poczułem ciepłe ręce oplatające moją talię. Z miejsca poczułem, jak krew zaczyna mi pędzić do polików. Tak idioto, zacznij się jeszcze rumienić.
-Tak, nie zaliczysz jeszcze gleby - powiedział.
-Możemy za to już iść na wyrok śmierci?
-Jak sobie życzysz - puścił mnie i poszedł.
-Nie, Sasuke zaczekaj! - darłem się jak nieopamiętany.
Zamiast odpowiedzi zostałem szczery uśmiech.
-Więc jednak potrzebujesz towarzysza?
Przez resztę drogi nie odzywaliśmy się, tylko chwytaliśmy zdziwione spojrzenia innych uczniów. I po co komu przerwa? Tylko masa ludzi nad litującym się nad taką ciotą jak ja. Kiedy wreszcie mogliśmy wejść do klasy, jeszcze bardziej żałowałem, że tak bardzo chciałem iść tutaj.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Ponownie żegnam takim pięknym akcentem XD
~~~~~~~~~~

~~~~~~~~~~


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~



niedziela, 19 lipca 2015

Rozdział 2

Rozdział 2

~~**~~
Nico

          -Sakura, czy z łaski swojej mogłabyś mnie już puścić? - spytałem z nadzieją.
-Tak i jeśli uważasz, że potem cię nie znajdę, żeby zaciągnąć do pielęgniarki, to się grubo mylisz.
Odeszła, zostawiając mnie kuśtykającego. W sumie to sam się prosiłem. Ruszyłem w stronę mojego ukochanego miejsca, co było nie lada wyzwaniem. Po drodze wcale nie zaliczył bym gleb z tysiąc razy, ale to akurat można pominąć. Kiedy wreszcie dotarłem na ławeczkę, zacząłem pochłaniać niezliczone ilości żarcia.
-Stary, ja nie wiem ile ty nie jadłeś ale odstawiałbym z dwa lata - i nadal gapił się.
Po jakiś 6 kanapkach, no w porywać do 23 nie zdążyłem policzyć i jakiś 4 litrach cudownego napoju zwanym pomarańczowym, najadłem się. Teraz niech mnie Sakura ciągnie gdzie chce, byleby tylko mnie podniosła. Założyłem ręce za głowę, rokoszując się piękną chwilą, co jednak nie było mi to dane. Po chwili (zatłukę babę) usłyszałem nad sobą przesłodzony głos.
-No to jak Nico, pójdziesz bez problemów?
Spuściłem głowę i zapragnąłem by noga przestała boleć. Wychodząc z sali już czułem się okropnie. Czarne kropki latały mi przed oczami i ledwo człapałem. Jedyne co dalej pamiętam to nawijająca różowłosa, pulsujący ból i ciemność.


~~**~~
Sasuke

          Siedząc przy skraju jeziora, zastanawiałem się, jakby było gdyby mój brat jeszcze żył. Czy byłby tu właśnie ze mną, myśląc o wszystkim i o niczym? Czy znowu widziałbym świat w kolorach? Na szczęście jedna osoba potrafi dać mi namiastkę tego. Też jest dla mnie jak brat, tyle, że młodszy.
Czuję się przy nim swobodnie, jakbym rozmawiał sam ze sobą. Ale na pewno jak brat? Jak kolega, nie coś więcej dobry przyjaciel, który czuje to samo co ja, tą pustkę, którą uzupełniamy przez nasze towarzystwo. Jego myśli wciąż pływały po jego głowie jak bezgraniczne wody oceanów. Z transu wyrwała go krzycząca Sakura. Co ta kujonka znowu odwaliła? 'Magicznie' teleportowałem się do niej, gdzie spadł mi zielony szalik, a jej wylądował na głowie.
-Nie dziękuję, oddaję - koniuszkami palców chwyciła go i wrzuciła na ramię.
-Po co żeś tak wrzeszczała? He? 
-No bo najpierw spotkałam go jak skręcił kostkę... no potem go odprowadziłam... Zeżarł chyba całe zapasy, ale nie ważne.. no i gdy wychodziliś...
-Sakura! - przywołałem ją do porządku. Kto? Gdzie? I co?
-Równoległy korytarz. Nico zemdlał.
Puściłem ją i dosłownie tam poleciałem. Jak najszybciej mogłem, zaniosłem to kruche, jakby z porcelany ciało do Pomfrey. Okazało się, że naprawdę skręcił kostkę i zemdlał. Ta wredna baba nie pozwoliła mi nawet tam wejść. Musiałem tam czekać, kiedy Sakura cała zdyszana dobiegła.
-C-c-co z ni-im? - dała radę powiedzieć.
-Jak aktualnie widać na zamieszczonym  obrazku nie wiem, i zakatuję Dumbledora za te kretyńskie pomysły! 
Nagle drwi się otworzyły.
-Już spokojnie, panie Sakura. Chłopak żyje, ale ma nogę w gipsie. Możecie we... - nie dała rady dokończyć bo ja już siedziałem obok niego.
-Wszystko będzie dobrze młody - głaskałem go czule po czole ręką (myśląc oczywiście, że śpi). Czasami chyba powinienem przestać myśleć.
-Dam se radę. Nie musisz się tak o mnie martwić.
Kiedy usłyszałem jego głos od razu cofnąłem rękę i się mocno zarumieniłem.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Tak, możecie mnie zabić, że skończyłam w takim momencie X3
~~~~~~~~~~

~~~~~~~~~~

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Rozdział 1

Rozdział 1
~~**~~
   Jason  

          Co ja sobie zrobiłem, że mam takie zwalone życie? Czemu to zawsze ja? Jeszcze ta sprawa z Piper. Jezu... i jak ja mam się teraz zachowywać? Po długim użalaniu się nad sobą, spróbowałem po cichu wejść do łazienki, żeby nie obudzić współlokatorów. Niestety, tylko próbowałem. A wszyscy w Hogwarcie wiedzą jak wszelkie starania Grace się kończą. Tym razem zaliczyłem piękną glebą w stylu baleriny z głośnym hukiem. Jęknąłem i spojrzałem pod siebie, gdzie zobaczyłem niebieską część odzieży pewnego osobnika, którego miałem obrzucić niezliczonymi bluzgami. Na jego szczęście skończyło się tylko nieprzyjemnymi myślami.
- Jason, co ty odwalasz stary? - spytał półprzytomny samiec.
-Witam się z podłogą. Ślepy jesteś? A i przy okazji - szybko ruszyłem się. - Ty deklu! Rzucaj swoją bieliznę gdzieś indziej!
-Przesadzasz - mina Perciego zmieniła się w bliżej nieokreśloną po zobaczeniu pobojowiska, które zostawił na podłodze.
-Chłopaki, dacie człowiekowi trochę pospać? - przewrócił się trzeci 'pan' na drugi bok owijając jeszcze mocniej 'szczelną-działającą anty zimnie' kołdrą.
-Alsev, już leżysz na swoim łożu od połowy dnia! - westchnąłem teatralnie i podniosłem ręce w celu poddania się.
-A skąd to wiesz? Śledzisz swojego kochanka? - odwróciłem się powoli cały czerwony i z grymasem na twarzy w stronę Jacksona ubranego w połowie. Ten ciul zostanie przeze mnie własnoręcznie unieszkodliwiony w niedalekiej przyszłości. A on tylko uśmiechnął się, nie mając pojęcia, że myślę o tym w jaki sposób zakończę jego marny żywot. Opanowałem się na moment.
-Nie. Ja po prostu znam się na zegarku matole - wyrwałem poduszkę spod głowy Pottera i rzuciłem w Perciego. Ten delikatnie zaliczył to samo co ja przed pięcioma minutami.
-To za twoje gacie - sarknąłem, słysząc w tle wyrazu sprzeciwu Albusa, który został pozbawiony swojej własności.

~~**~~
Nico

          Nawet już nie budziłem Scorpa. Niech se śpi. Po prostu nie miałem ochoty z nikim przebywać, z nikim . Nie licząc jedynego chłopaka, który stracił tyle samo co ja i rozumieliśmy się doskonale. W całym tym rozmyślaniu, natrafiłem na przeszkodę, którą znienawidziłem do końca przez trenera Hedga - schody. Zatłukę tego kurdupla za te zakwasy po szermierce. Powoli ruszyłem w stronę upragnionej stołówki, ale skończyło się tak, że za przeproszeniem, zwyczajnie się wyjebałem na przedostatnim schodku. Ktokolwiek wymyślił schody, człowieku zdychaj w męczarniach. Podniosłem się delikatnie, ale kostka dawała o sobie znać. Po dosłownie minucie zobaczyłem różowe włosy przed oczami, niebiesko-czarne szaty i dziękowałem Bogu, że ktokolwiek wysłał Sakurę do naszej szkoły.
-Nico, ty jesteś jakiś upośledzony, czy niewidomy?
-Nie umiem chodzić, jak widać.
-Czy pozwoliłbyś sobie chociaż raz pomóc?
Nie czekając na odpowiedź, szybko wzięła mnie pod ramię i zaczęła isć w zupełnie przeciwnym kierunku niż pyszne jedzonko. Kiedy się zorientowałem, zacząłem się rzucać.
-Kobieto, najpierw żarcie, potem pielęgniarka! - darłem się.
-Nie, tam zjesz - upierała się przy swoim.
-JE-DZE-NIE!!!Mówi ci to coś?!
-Hmmm... niebardzo.
Wciąż się rzucałem, więc odpuściła.
-Boże, ale ty jesteś uparty.
-W końcu zwycięstwo!
-Nie ciesz się tak. I tak cię tam zaciągnę.
Kiedy dotarliśmy do upragnionego miejsca, dzięki Bogom nie było tam jeszcze zbyt wielu osób. W sumie to tylko Alsev, Grace, Hermiona, paru Puchonów i Krukonów oraz Ray Zabini, który jak widać wywlekł się w końcu z łóżka.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No to narazie koniec ;3
Ważne powiadomienie, jeżeli czytasz moje wypociny, chciałabyłym Cię poprosić o pozostawinie komentarza, żeby wiedzieć, że jest tu jakaś żywa dusza.

I dla sprostowania:
-Wszyscy piątoklasiści,
-Z Naruto tylko Sasuke, Sakura, Naruto i Kakashi,
-Oryginalna trójka Hogwartu jest rówieśnikami z Alsevem, Scorpem, Rayem no i innymi...,
-Na końcu zawsze będzie jakiś obrazek,
Miłego dalszego czytania 
<3
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~