~~**~~
Nico
-Sakura, czy z łaski swojej mogłabyś mnie już puścić? - spytałem z nadzieją.
-Tak i jeśli uważasz, że potem cię nie znajdę, żeby zaciągnąć do pielęgniarki, to się grubo mylisz.
Odeszła, zostawiając mnie kuśtykającego. W sumie to sam się prosiłem. Ruszyłem w stronę mojego ukochanego miejsca, co było nie lada wyzwaniem. Po drodze wcale nie zaliczył bym gleb z tysiąc razy, ale to akurat można pominąć. Kiedy wreszcie dotarłem na ławeczkę, zacząłem pochłaniać niezliczone ilości żarcia.
-Stary, ja nie wiem ile ty nie jadłeś ale odstawiałbym z dwa lata - i nadal gapił się.
Po jakiś 6 kanapkach, no w porywać do 23 nie zdążyłem policzyć i jakiś 4 litrach cudownego napoju zwanym pomarańczowym, najadłem się. Teraz niech mnie Sakura ciągnie gdzie chce, byleby tylko mnie podniosła. Założyłem ręce za głowę, rokoszując się piękną chwilą, co jednak nie było mi to dane. Po chwili (zatłukę babę) usłyszałem nad sobą przesłodzony głos.
-No to jak Nico, pójdziesz bez problemów?
Spuściłem głowę i zapragnąłem by noga przestała boleć. Wychodząc z sali już czułem się okropnie. Czarne kropki latały mi przed oczami i ledwo człapałem. Jedyne co dalej pamiętam to nawijająca różowłosa, pulsujący ból i ciemność.
~~**~~
Sasuke
Siedząc przy skraju jeziora, zastanawiałem się, jakby było gdyby mój brat jeszcze żył. Czy byłby tu właśnie ze mną, myśląc o wszystkim i o niczym? Czy znowu widziałbym świat w kolorach? Na szczęście jedna osoba potrafi dać mi namiastkę tego. Też jest dla mnie jak brat, tyle, że młodszy.
Czuję się przy nim swobodnie, jakbym rozmawiał sam ze sobą. Ale na pewno jak brat? Jak kolega, nie coś więcej dobry przyjaciel, który czuje to samo co ja, tą pustkę, którą uzupełniamy przez nasze towarzystwo. Jego myśli wciąż pływały po jego głowie jak bezgraniczne wody oceanów. Z transu wyrwała go krzycząca Sakura. Co ta kujonka znowu odwaliła? 'Magicznie' teleportowałem się do niej, gdzie spadł mi zielony szalik, a jej wylądował na głowie.
-Nie dziękuję, oddaję - koniuszkami palców chwyciła go i wrzuciła na ramię.
-Po co żeś tak wrzeszczała? He?
-No bo najpierw spotkałam go jak skręcił kostkę... no potem go odprowadziłam... Zeżarł chyba całe zapasy, ale nie ważne.. no i gdy wychodziliś...
-Sakura! - przywołałem ją do porządku. Kto? Gdzie? I co?
-Równoległy korytarz. Nico zemdlał.
Puściłem ją i dosłownie tam poleciałem. Jak najszybciej mogłem, zaniosłem to kruche, jakby z porcelany ciało do Pomfrey. Okazało się, że naprawdę skręcił kostkę i zemdlał. Ta wredna baba nie pozwoliła mi nawet tam wejść. Musiałem tam czekać, kiedy Sakura cała zdyszana dobiegła.
-C-c-co z ni-im? - dała radę powiedzieć.
-Jak aktualnie widać na zamieszczonym obrazku nie wiem, i zakatuję Dumbledora za te kretyńskie pomysły!
Nagle drwi się otworzyły.
-Już spokojnie, panie Sakura. Chłopak żyje, ale ma nogę w gipsie. Możecie we... - nie dała rady dokończyć bo ja już siedziałem obok niego.
-Wszystko będzie dobrze młody - głaskałem go czule po czole ręką (myśląc oczywiście, że śpi). Czasami chyba powinienem przestać myśleć.
-Dam se radę. Nie musisz się tak o mnie martwić.
Kiedy usłyszałem jego głos od razu cofnąłem rękę i się mocno zarumieniłem.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Tak, możecie mnie zabić, że skończyłam w takim momencie X3
~~~~~~~~~~
~~~~~~~~~~
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz